Jak saga prawna Billa Weinsteina zakończyła się remisem w 2026 roku

11

Prawny koszmar, który rozpoczął się od wyroku skazującego Billa Weinsteina za gwałt w Nowym Jorku w 2020 roku, nie zakończył się prostą apelacją. Przerodziło się to w wyczerpujący, wieloletni maraton. Po uchyleniu pierwotnego wyroku Weinstein stanął przed nowym procesem. Stawka pozostała wysoka. Prokuratura postawiła mu zarzuty przestępstwa na tle seksualnym wobec trzech różnych kobiet.

Do czerwca 2025 r. sąd wydał fragmentaryczne orzeczenie. Weinstein został uznany winnym jednego zarzutu o przestępstwo. Został uniewinniony od drugiego zarzutu. Trzecia szarża zakończyła się remisem. To był mylący werdykt. Zagmatwany początek.

To częściowe rozwiązanie sprawy nie zamknęło jej. Państwo kontynuowało ściganie. W 2026 roku Weinstein ponownie stanął przed sądem. Tym razem skupiono się wyłącznie na ładowaniu, które wcześniej utknęło w martwym punkcie. Sąd wysłuchał argumentów stron. Omówili dowody.

Obrady jury trwały dwa dni. Nie mogli dojść do konsensusu. Znaleźli się w ślepym zaułku.

Ogłoszono kolejny remis.

Cykl potępienia, uniewinnienia i impasu nadal się kręcił. Weinstein pozostaje w zawieszeniu prawnym. Opłaty są nadal aktualne. Proces ten jest jeszcze daleki od zakończenia.