Argumenty za cłami i dlaczego ekonomiści ich nie lubią

17

W Bibliotece Kongresu znajduje się słynny rysunek zatytułowany „Deklaracja niepodległości”, który odzwierciedla nastroje protekcjonistyczne. Uchwyciła napięcia, które nadal kształtują współczesne debaty handlowe. U podstaw tego konfliktu leży protekcjonizm – praktyka polegająca na ochronie krajowego przemysłu przed zagraniczną konkurencją. Rządy wykorzystują narzędzia takie jak cła, subsydia i kontyngenty importowe, aby tworzyć bariery dla podmiotów zewnętrznych.

Prawie wszyscy czołowi ekonomiści zgadzają się, że wolny handel poprawia wyniki gospodarcze na świecie. Pomimo tego konsensusu kraje w dalszym ciągu prowadzą politykę protekcjonistyczną. Przyczyna tego nie ma nic wspólnego ze skutecznością podręczników ekonomii.

Jak działają taryfy i kontyngenty

Cła rządowe są najczęstszą miarą protekcjonizmu. Działają poprzez podwyższanie cen importowanych towarów. Kiedy towary importowane stają się droższe, stają się mniej atrakcyjne dla konsumentów. Dla porównania, produkty krajowe wydają się bardziej konkurencyjne.

Historycznie rzecz biorąc, cła ochronne były wykorzystywane do stymulowania branż borykających się z problemem. Kraje znajdujące się w recesji lub depresji mogą uciekać się do protekcjonizmu, aby chronić lokalne miejsca pracy. Pomaga także wschodzącym gałęziom przemysłu w krajach rozwijających się. Nowe sektory potrzebują czasu na rozwój, zanim będą mogły konkurować na arenie światowej.

„Protekcjonizm może służyć jako środek promowania samowystarczalności w przemyśle obronnym”.

Kontyngenty importowe stanowią bardziej rygorystyczną alternatywę. Zamiast po prostu podnosić ceny, kontyngenty wyznaczają bezwzględne limity ilości towarów, które można importować. Ta metoda jest na ogół bardziej skuteczna niż taryfy. Taryfy nie zawsze zniechęcają konsumentów do płacenia wyższych cen za niektóre towary zagraniczne. Po osiągnięciu limitu kwoty całkowicie eliminują wybór.

Historia powstania i upadku barier

Historia pokazuje wyraźny wzór. Wojny i recesje gospodarcze stymulują protekcjonizm. Pokój i dobrobyt sprzyjają wolnemu handlowi.

W XVII i XVIII wieku monarchie europejskie opowiadały się za polityką protekcjonistyczną. Chcieli rozszerzyć handel i wzmocnić swoją krajową gospodarkę. Zrobili to kosztem innych krajów. Takie podejście nazwano merkantylizmem. Dziś ci politycy są w dużej mierze zdyskredytowani.

Wielka Brytania zaczęła odchodzić od protekcjonizmu w pierwszej połowie XIX wieku. Osiągnął dominację przemysłową w Europie. Do tego czasu nie musiała już ukrywać się za murami ochronnymi. Uchylenie ustaw zbożowych w 1846 r. symbolizowało przejście Wielkiej Brytanii do wolnego handlu. Przepisy te nałożyły cła na importowane zboże.

W drugiej połowie XIX wieku protekcjonizm w Europie pozostawał stosunkowo łagodny. Francja, Niemcy i inne kraje nałożyły cła. Chcieli chronić swój rozwijający się sektor przemysłowy przed brytyjską konkurencją. Jednak do 1913 roku cła w całym świecie zachodnim były niskie. Kwoty importowe stosowano niezwykle rzadko.

Po I wojnie światowej sytuacja uległa zmianie. W latach dwudziestych XX wieku zniszczenia i wstrząsy gospodarcze skłoniły Europę do ciągłego podnoszenia barier celnych. Wielki Kryzys lat trzydziestych XX wieku pogorszył sytuację. Rekordowe bezrobocie doprowadziło do epidemii działań protekcjonistycznych. W rezultacie handel światowy gwałtownie spadł.

Trajektoria Ameryki

Stany Zjednoczone mają długą historię jako kraj protekcjonistyczny. Jej cła osiągnęły najwyższy poziom w latach dwudziestych XIX wieku, a następnie ponownie podczas Wielkiego Kryzysu. Ważnym przykładem jest ustawa taryfowa Smoota-Hawleya z 1930 r. Średnie cło na towary importowane zostało zwiększone o około 20%.

Podejście to uległo zmianie w połowie XX wieku. W 1947 roku Stany Zjednoczone stały się jednym z 23 krajów, które podpisały Układ ogólny w sprawie ceł i handlu (GATT). W ten sposób została zawarta umowa o wzajemnym handlu. Układ ogólny w sprawie taryf celnych i handlu (GATT) został zmieniony w 1994 r. i zastąpiony przez Światową Organizację Handlu (WTO) w Genewie w 1995 r.

Dzięki negocjacjom WTO większość krajów zajmujących się największym handlem na świecie znacznie obniżyła swoje cła. Mechanizmy handlowe zostały ujednolicone. Jednak debata na temat tego, kogo należy chronić, a komu pozostawić swobodę konkurowania, trwa nadal. Dane pokazują korzyści płynące z otwartych rynków. Polityka często opowiada inną historię.

Dlaczego we współczesnych umowach handlowych nadal występuje protekcjonizm?

To zdjęcie z kwietnia 1929 r., wykonane przez Willisa S. Hawleya i Reeda Smoota, ukazuje konkretny moment w historii, który zmienił światowe postrzeganie ceł. Krótko po zrobieniu tego zdjęcia Izba Reprezentantów Stanów Zjednoczonych przyjęła ustawę taryfową Smoot-Hawley. Wydarzenie to pozostaje ostrzeżeniem przed tym, jak wysokie cła mogą wywołać globalną recesję. Jeśli jednak spojrzysz na nowoczesny handel, wyłania się inny wzór.

Celem wzajemnych umów handlowych rzadko jest całkowite wyeliminowanie protekcjonizmu. Zamiast tego mają tendencję do ograniczania tego. Zamiast wymagać zerowych stawek, ustalają limity wysokości ceł. Podejście to uwzględnia trudną rzeczywistość, w której gałęzie przemysłu w wielu krajach w dalszym ciągu doświadczają trudności gospodarczych i utraty miejsc pracy, które przypisują zagranicznej konkurencji.

Kiedy zamykana jest lokalna fabryka, instynkty polityczne często rodzą chęć zbudowania muru. Grupy branżowe twierdzą, że tani import zabija miejsca pracy. Politycy słuchają, bo od tego zależą ich głosy. Jednak wyeliminowanie protekcjonizmu całkowicie ignoruje ból pracowników, którzy czują się opuszczeni przez globalizację.

Więc gdzie jesteśmy? Osiągnięte przez nas porozumienie ogranicza, ale nie eliminuje, środki protekcjonistyczne. To kompromis. Pozwala na utrzymanie pewnego poziomu ochrony handlu przy jednoczesnym uniknięciu wojen celnych, które pogłębiły Wielki Kryzys.

„Wzajemne umowy handlowe zwykle ograniczają środki protekcjonistyczne, ale nie eliminują ich całkowicie”.

Ten kompromis nie jest idealny. Krytycy argumentują, że nawet ograniczony protekcjonizm może zakłócać rynki. Wskazują, że ceny dla konsumentów są często podnoszone, aby wesprzeć nieefektywny przemysł krajowy. Zwolennicy argumentują, że bez tych gwarancji niektóre kluczowe branże całkowicie znikną, tworząc zależność od zagranicznych dostawców i stwarzając ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego.

Prawdziwe pytanie nie brzmi, czy należy wznosić bariery w handlu. Debata dotyczy tego, jak wysokie powinny być. Historia uczy nas, że jeśli bariery są zbyt wysokie, wszyscy tracą. Ale nawet jeśli zostaną one kontrolowane w drodze negocjacji, handel będzie mógł nadal funkcjonować.

Wciąż słyszymy wezwania do protekcjonizmu za każdym razem, gdy branża odczuwa straty. Dzieje się tak w przypadku stali. Dzieje się tak w rolnictwie. To się dzieje w technologii. Mechanizm się zmienia, ale impuls pozostaje ten sam.

Czy możemy znaleźć sposób na ochronę pracowników bez izolowania się od gospodarki światowej? Odpowiedź wydaje się leżeć w tych ograniczeniach. To nie jest całkowicie wolny handel i nie są to zamknięte granice. Gdzieś pośrodku zasady są jasne, a kary za ich naruszenie realistyczne.